Polowaliśmy w zaprzyjaźnionym kole. Piękny dzień, piękne polowanie. W przedostatnim miocie były jelenie, padły strzały na flance. Po zakończonym pędzeniu podjechaliśmy do szczęśliwych DSCF0370łowców. Hary opowiadał, że kula rozbiła się na gałązce, raniąc jelenia w dwóch miejscach – zdołał jednak szybko dostrzelić zwierza. Kolejnym myśliwym, który przyjmował gratulacje był Ginter, na jego twarzy jednak malował się niepokój – pokazywał, że ranił drugą sztukę, farba wskazywała, że łańka, do której oddał drugi strzał poszła w miot – prosił o pomoc.

Ruszyliśmy do pracy po kolejnym pędzeniu. Nie chciałem ruszać na zupełnie gorący trop. Ostatni miot miał być krótki, wydłużył się jednak znacznie – psy osaczyły sporą watahę dzików, które jednak nie miały zamiaru opuszczać młodnika. Kiedy w końcu znaleźliśmy się na zestrzale zaczęło się robić ciemno.

Pomimo pozostawionych przez myśliwych patrochów tuż przy zestrzale Docent podjął pracę, prowadząc wzdłuż linii – zupełnie nie podobała mi się ta wersja – przecież ktoś musiał stać obok, zauważyłby rannego jelenia! Wróciliśmy na zestrzał.

Tym razem pies podjął inny trop – światła było już zbyt mało, by móc się upewnić, czy na tej ścieżce jest farba. Nie było innego wyjścia niż przejść się kilkaset metrów – po opuszczeniu oddziału przerwałem pracę i raz jeszcze wróciliśmy na zestrzał.

Ponownie Docent poprowadził wzdłuż linii, w kierunku stawku – tak jak za pierwszym razem. Raz jeszcze wróciliśmy na zestrzał. Pies jednak był zawzięty – gdy po raz trzeci wybrał tę – nieuzasadnioną relacjami kolegów drogę, dałem mu pracować. Za stawkiem przecięliśmy linię i po chwili pies coś podniósł z ziemi – była to tchawica. Ktoś tu patroszył jelenia…

Kto tu stał? – zapytałem Gintera.
– Hary – usłyszałem w odpowiedzi.

Bardzo dziwne, pomyślałem.

DSCF0458Wróciliśmy na miejsce zbiórki, było już po ceremoniach związanych z pokotem. Dołączyliśmy do kolegów raczących się kiełbaską z grilla. Minął przynajmniej kwadrans, gdy wreszcie zrozumiałem….

 

 

Hary, ile ran miała Twoja łańka, zanim ją dostrzeliłeś?
Dwie.
– Gdzie?
– Jedną na miękki, drugą na kręgosłupie.
– A jest możliwe, że nie było to skutkiem rozbicia kuli, tylko, że postrzał na miękkie był od Gintera?
– Tak, to możliwe. – powiedział Hary z rozbrajającym uśmiechem.

Od początku coś się nie zgadzało – ktoś kręcił: jeden z kolegów lub pies na tropie. A ja, głupi – jak zwykle – dawałem wiarę kolegom…

Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *