sztychowy byk

Zotaliśmy dziś poproszeni o pomoc w poszukiwaniu byka. Myśliwy rano na łące oddał strzał na sztych, byk się złamał, ale uszedł w stronę lasu. Farby było niewiele, w lesie już prawie wcale.

Przybyliśmy na miejsce po prawie 4h od strzału. Docent poprowadził przez gruby drzewostan, strumień, po jakimś czasie doszliśmy do paproci. Tam najwyraźniej jeleń zalegał dłużej – wszędzie unosił się mocny odwiatr, znaleźliśmy łoża – choć bez farby. Z tego miejsca – najprawdopodobniej słysząc nas podniósł się i zrobił pętlę, po czym zaczął oddalać się wgłąb lasu.

Po kolejnych kilkuset metrach Docent wyraźnie okazywał, że mamy byka na gorąco – do paproci prowadził bardzo spokojnie, nie fatygowałem się nawet, by trzymać otok. Sytuacja jednak zmieniła się radykalnie i teraz ciągnął już zdecydowanie, dając do zrozumienia: Dawaj! Mamy go! Biegiem!

Puściłem go w gon – po jakichś 300m dało się słyszeć zdecydowane głoszenie. Dochodzimy do dość wyrośniętego mieszanego młodnika – z lewej strony siatka, a wokół mnóstwo połamanych gałęzi – niewiele widać.

Głos staje się coraz bardziej wyraźny – próbuję podchodzić cicho, wiedząc, że jeśli byk mnie usłyszy, to na pewno ruszy – nie wiem jeszcze w jakiej jest kondycji. Widzę już jego sylwetkę, ale z powodu gałęzi nie ma mowy o oddaniu strzału. Zgodnie z obawami – jeleń rusza, gdy tylko znalazłem dość blisko – ile ujdzie zanim Docent znowu go zatrzyma?

Na szczęście do kolejnego stanowienia dochodzi już po kilkudziesięciu metrach. Znowu nie udaje mi się dostatecznie cicho podejść. Byk rusza, ale już za chwilę zatrzymywany przez Docenta kładzie się w trawie. Uprawa! Wreszcie dobra szansa, by skrócić jego cierpienia.

Wychodzę na linię, mam nie dalej niż 30m. Byk podnosi się powoli, ale oddala się powoli tyłem do mnie. Podnoszę merkla do ramienia, ale nie mam gdzie umieścić kropki aimpointa – nie chcę strzelać w sylwetkę – wiem, że zaraz nadarzy się okazja do precyzyjnego strzału. Wreszcie byk staje i ogląda się na mnie pokazując łopatkę. W tym samym momencie Docent, jakby wyczuwając sytuację zawraca do mnie, bez potrzeby odwoływania go. Pada strzał łaski – ciężki t-mantel w 9,3×62 błyskawicznie kończy pracę.

Jak zwykle, mieszanina euforii, wyczerpania i żalu, że jeleń cierpiał długo. Oglądamy ranę postrzałową – kula weszła od przodu, ale zbyt odsunięta na bok – weszła tuż przy łopatce i za nią zaraz wyszła. Nie spowodowała wystarczająco dużych uszkodzeń, by położyć byka na miejscu – zabrakło raptem kilku centymetrów. Kolejna lekcja, by spokojnie czekać na strzał do blatu…

Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *