odyniec Rafała

Wczoraj mieliśmy pełne emocji poszukiwanie odyńca, do którego strzelał Rafał. Duży dzik przechodził przez wysokie trawy – na chwilę pojawił się w przecince, która umożliwiła strzał. Przyjęcie kuli zaznaczył wyrzuceniem łba w górę i niespiesznym odejściem. Rafał na zestrzale odnalazł fragment kości i farbę. Wiedząc, że strzał był źle ulokowany nie podjął próby dochodzenia bez psa.
Pojawiliśmy się na miejscu 3h po strzale. Docent rozpoczął powoli – dość obfita farba prowadziła w wysokie i gęste nawłocie – postanowiłem, że ze względu bezpieczeństwa pies będzie pracował luzem.
Trop wiódł łukiem z powrotem w las. Na skraju zatrzymał nas szeroki rów – musieliśmy znaleźć przejście po jakiejś zwalonej kłodzie, podczas gdy pies oddalał się w drzewostanie. Garmin pokazał, że po jakichś 150m D zatrzymał się i kręci się w miejscu – czyżby odnalazł postrzałka? Tak szybko?!
Znaleźliśmy obejście i ruszyliśmy w jego stronę, ale dość szybko zauważyłem, że pies również zmienił lokalizację, przeciął naszą ścieżkę i zmierza ku nam. Po chwili usłyszeliśmy trzask łamanej gałązki – coś przebiegło nieopodal. Pół minuty później tym samym tropem pojawił się Docent. Coś gonił, ale co? Może sarna zerwała mu się pod nosem i nie wytrzymał? Gon był cichy – najwyraźniej nie miał niczego „na oko”, wtedy drze się głośno…
Zatrzymał się po 700m – my jednak byliśmy po złej stronie Wytoki, szerokiego na 3m cieku – bez szans na przebycie go inaczej niż przez mostek oddalony o pół kilometra…

W międzyczasie dzwoni Tato – Docent głosi w uprawie!
Teraz nie było już wątpliwości – pies stanowił dzika, my jednak oddalaliśmy się od tego miejsca z każdym krokiem.
Do gęstej uprawy dotarłem po kilkunastu minutach. Głos posokowca docierał z samego środka bardzo gęstego olszynowego młodnika porośniętego u dołu jeżyną. W ubiegłym roku poszukiwaliśmy tam postrzałka – to nic przyjemnego. Widoczność na metr, a pole manewru prawie żadne. Najgorsze miejsce do dochodzenia rannego odyńca…
Przedpołudniowe słońce raziło w oczy, więc postanowiłem spróbować szans od strony wysokiego lasu – liczyłem na to, że być może dzik zatrzymał się w rowie, co dałoby możliwość bezpiecznego strzału. Nic z tego – okazało się, że miejsce stanowienia jest 50m w głąb uprawy.
Rafał został przy rowie – we dwóch tylko byśmy sobie utrudniali. Krok po kroku sunąłem w kierunku wytrwałego oszczekiwania. Widziałem jednak, że odyniec przesuwa się w głąb uprawy. Niespiesznie dotarłem w końcu na odległość 30m. Nie widać nic. Powolutku, krok po kroku zbliżałem się w stronę postrzałka. Zatrzymałem się, gdy GPS pokazał „Docent – 17m”. Kucnąłem – nie widziałem ani psa, ani dzika. Wyraźnie widziałem na kilka metrów – za mało, by oddać strzał. Gdy dotarło do mnie, że jedyna szansa na oddanie strzału pojawi się dopiero w momencie szarży, poczułem, że naprawdę się boję. Nie potrafiłem ocenić kierunku wiatru. Czekałem w nadziei, że być dzik przysunie się bliżej…
W końcu ruszył, ale ominął mnie dużym łukiem. Opuścił uprawę kierując się najpierw na południe, a potem z powrotem w kierunku miejsca, w którym był rano strzelany. Zadzwoniłem do Rafała – okazało się, że w międzyczasie wrócił na linię, by móc ewentualnie zabiec drogę. Przekazałem informacje o kierunku, w którym przesuwa się pies.
Kolejne stanowienie – byłem już coraz bliżej – przesuwając się linią Przy Źródełku, widziałem, że zostało mi jeszcze jakieś 250m.
Znowu ruszyły – kierunek pozostawał niezmienny – przesmykiem wzdłuż Wytoki. Nagle padł strzał. To Rafał stojąc na linii wzdłuż pól, ulokował kulę za ucheFullSizeRenderm odyńca.
2h pracy, ponad 5km zrobione w trudnym terenie okazały się owocne. Zwierz okazał się być skaleczony nie „po piórach”, jak przypuszczał początkowo Rafał, ale tuż pod skórą u nasady kości nosowej. Zranienie niegroźne, ale na pewno bolesne.
Rafałowi nieczęsto przytrafiają się chybione strzały – tym większa radość, że udało się naprawić poranną pomyłkę.

Podziel się

sztychowy byk

Zotaliśmy dziś poproszeni o pomoc w poszukiwaniu byka. Myśliwy rano na łące oddał strzał na sztych, byk się złamał, ale uszedł w stronę lasu. Farby było niewiele, w lesie już prawie wcale.

Przybyliśmy na miejsce po prawie 4h od strzału. Docent poprowadził przez gruby drzewostan, strumień, po jakimś czasie doszliśmy do paproci. Tam najwyraźniej jeleń zalegał dłużej – wszędzie unosił się mocny odwiatr, znaleźliśmy łoża – choć bez farby. Z tego miejsca – najprawdopodobniej słysząc nas podniósł się i zrobił pętlę, po czym zaczął oddalać się wgłąb lasu.

Po kolejnych kilkuset metrach Docent wyraźnie okazywał, że mamy byka na gorąco – do paproci prowadził bardzo spokojnie, nie fatygowałem się nawet, by trzymać otok. Sytuacja jednak zmieniła się radykalnie i teraz ciągnął już zdecydowanie, dając do zrozumienia: Dawaj! Mamy go! Biegiem!

Puściłem go w gon – po jakichś 300m dało się słyszeć zdecydowane głoszenie. Dochodzimy do dość wyrośniętego mieszanego młodnika – z lewej strony siatka, a wokół mnóstwo połamanych gałęzi – niewiele widać.

Głos staje się coraz bardziej wyraźny – próbuję podchodzić cicho, wiedząc, że jeśli byk mnie usłyszy, to na pewno ruszy – nie wiem jeszcze w jakiej jest kondycji. Widzę już jego sylwetkę, ale z powodu gałęzi nie ma mowy o oddaniu strzału. Zgodnie z obawami – jeleń rusza, gdy tylko znalazłem dość blisko – ile ujdzie zanim Docent znowu go zatrzyma?

Na szczęście do kolejnego stanowienia dochodzi już po kilkudziesięciu metrach. Znowu nie udaje mi się dostatecznie cicho podejść. Byk rusza, ale już za chwilę zatrzymywany przez Docenta kładzie się w trawie. Uprawa! Wreszcie dobra szansa, by skrócić jego cierpienia.

Wychodzę na linię, mam nie dalej niż 30m. Byk podnosi się powoli, ale oddala się powoli tyłem do mnie. Podnoszę merkla do ramienia, ale nie mam gdzie umieścić kropki aimpointa – nie chcę strzelać w sylwetkę – wiem, że zaraz nadarzy się okazja do precyzyjnego strzału. Wreszcie byk staje i ogląda się na mnie pokazując łopatkę. W tym samym momencie Docent, jakby wyczuwając sytuację zawraca do mnie, bez potrzeby odwoływania go. Pada strzał łaski – ciężki t-mantel w 9,3×62 błyskawicznie kończy pracę.

Jak zwykle, mieszanina euforii, wyczerpania i żalu, że jeleń cierpiał długo. Oglądamy ranę postrzałową – kula weszła od przodu, ale zbyt odsunięta na bok – weszła tuż przy łopatce i za nią zaraz wyszła. Nie spowodowała wystarczająco dużych uszkodzeń, by położyć byka na miejscu – zabrakło raptem kilku centymetrów. Kolejna lekcja, by spokojnie czekać na strzał do blatu…

10924204_1523078284623280_4896104548842628899_o

Dzieci Brzechwie

Dzieci wrastają w kulturę łowiecką. Na dobranoc słuchają łowieckich historyjek, pinterest pokazuje śliczne obrazki ze zwierzyną, pałaszujemy dziczyznę itd.

Efekty przychodzą same – rozmowa z Jagą, lat 2:

ja: Dzik jest…
Jaga: Fy!
ja: Dzik jest…
Jaga: Fy!
ja: Dzik ma bardzo ostre…
Jaga: Ły!
ja: Kto spotyka w lesie dzika…
Jaga: TATA!!!

odrobaczanie

Ponad roku temu przestałem okresowo odrobaczać Docenta. Przyczyna była prosta – nie zadziałało. Pies bardzo chudł i nie miał apetytu. Dopiero badanie kału wykazało, że D złapał kokcydiozę, bardzo rzadko spotykaną u psów – zwykłe tabletki na odrobaczanie są w tym przypadku nieskuteczne. Od tego czasu raz na parę miesięcy postępujemy zatem według tej procedury – sprawdzamy, czy coś się dzieje i jeśli tak – pies dostaje dedykowane leki.

Minęło pół roku od ostatniego badania (wynik negatywny) i D zaczął saneczkować (prawda, że ładne określenie na smarowanie d*pą podłogi?). Wszyscy na około radzili – musisz go odrobaczyć, patrz, jak go swędzi. Przyznawałem im rację, ale czekałem na zakończenie sezonu, żeby się wreszcie trochę luzu zrobiło. Wczoraj, tradycyjnie zawiozłem pojemnik z próbką (z 3 dni) do badania i dziś pojawiliśmy się u naszej weterynarz, Izy Król, po leki.

Wynik? Stwierdzono brak pasożytów!
– Jak to? Przecież swędzi go pupa – błysnąłem spostrzegawczością.
A tak – bo ma zapalenie gruczołu okołoodbytowego – odpowiedziała pani doktor.

Docent dostał lekarstwo i za chwilę będzie po sprawie. Po raz kolejny wyszło, że lepiej jest zdiagnozować i leczyć kierunkowo, niż walnąć leki według kalendarza. W teorii remontów rzecz się nazywa CBM (Condition Based Maintenance) – nie sądziłem, że metodologia, którą musiałem się zajmować zawodowo na uczelni zejdzie mi na psy…

DSCF0458

psi detektyw

Polowaliśmy w zaprzyjaźnionym kole. Piękny dzień, piękne polowanie. W przedostatnim miocie były jelenie, padły strzały na flance. Po zakończonym pędzeniu podjechaliśmy do szczęśliwych DSCF0370łowców. Hary opowiadał, że kula rozbiła się na gałązce, raniąc jelenia w dwóch miejscach – zdołał jednak szybko dostrzelić zwierza. Kolejnym myśliwym, który przyjmował gratulacje był Ginter, na jego twarzy jednak malował się niepokój – pokazywał, że ranił drugą sztukę, farba wskazywała, że łańka, do której oddał drugi strzał poszła w miot – prosił o pomoc. Continue reading

P1070588

szukajcie a znajdziecie miejsce, gdzie szukać

Sypnęło śniegiem nareszcie. Śnieg zawsze dodaje uroku polowaniu, chyba każdy myśliwy cieszy się z ponowy. Kiedy wjeżdżaliśmy z Docentem do lasu było już białawo, ale pod koniec pierwszego pędzenia płatki spadające z nieba były już wielkości kart do gry i w oka mgnieniu delikatne prześcieradło przykrywające ściółkę stawało się grubym materacem. Jasne stawało się, że jeśli przyjdzie nam szukać postrzałków, to godzinna zwłoka, między strzałem a podjęciem pracy spowoduje, że tropu nie będzie widać – a my będziemy zdani wyłącznie na nos Docenta, nie będąc w stanie ocenić, czy zwierzyna jest w ogóle ranna, nie mówiąc już o takich detalach jak miejsce przyjęcia kuli. Continue reading

20141221_125301

dziki z automatu

Kolejna historia, której słuchałem jadąc za postrzałkiem w tym roku zaczynała się tak:

– W ostatnim pędzeniu staliśmy na tyle sporej, dębowej remizy. Nie sądziłem, że cokolwiek do nas dojdzie, więc wataha, która pojawiła się nagle na 20-30m zupełnie mnie zaskoczyła. Złożyłem się i oddałem trzy strzały z mojego automatu. Potem sąsiad strzelił też trzy razy…

W rezultacie po sześciu strzałach koledzy znaleźli dzika i przestrzelone drzewo.

– Sprawdziliśmy, czy pozostałe strzały były celne, ale nic na to nie wskazywało. Kiedy już kończyliśmy podszedł do nas naganiacz i powiedział, że widział krople farby – w środku remizy. Wiadome było już, że jest postrzałek, ale było ciemno – nie dalibyśmy rady znaleźć go bez psa. Syn kolegi ma młodego posokowca – przyjechał, postawił go na farbie i ten na tej farbie tak stał… Continue reading